Pociąg Papieski(sic!) z Krakowa, start 7.26, wysiadka gdzieś z Nowym Targiem, tam już czeka na nas Dominik z wybranką, dzisiaj czeka na nas jazda pagórkami przed podnóżem Tatr, pogoda dopisuje, humory również, gubię licznik(Sigma 1106), Zicek łapie 3 gumy w 30 minut, przełęcz Krowiarki pokonuję tylko siłą woli, w Makowie zakup niezbędnych do powrotu trunków, pociąg około godziny 21.00, w Krakowie po 23, tam jeszcze kubek Chińskiego żarcia i do domu zabiera nas szofer Maślana, któremu wielkie Bóg zapłać!!
Na koniec podjeżdża pod nas tzw TLK z przedziałami i łóżkami...standardowy problem z rowerami
Pozdrawiam
P.S.Zmieniam trochę formułę bikestatsa, teraz będę umieszczał tylko ciekawsze wpisy, z racji zgubienia licznika i braku chęci na jego kupno jazdy po Krakowie/Wolskim wpisywać nie będę.
Niedziela. 3-eci dzień zlotu, budzi nas piękne słoneczko, po dwóch dnia deszczu nareszcie pogoda lituje się nad nami...wyruszamy na Kudłoń, stamtąd do Rzek i następuje ciężki moment rozdzielenia się z towarzyszami...jedni jadą jeszcze raz pod Turbacz, inni pociągiem, jeszcze inni samochodem, a my czyli ja, Forrest(z 60 litrowym plecakiem wywarzającym tunel aerodynamiczny niczym tir...), Elteha, Sobek i Rekinh asfaltem do Krakowa!
Tutaj warto wspomnieć iż Ardenty 2.25 i Santa Heckler nie były przemyślane do jazdy po 100 km asfaltu, jest ciężko, ale średnia bardzo zacna około 30km/h...podjazdy za Świątnikami wysysają ze mnie ostatnie pokłady energii, potem ukoronowanie dnia Desperadosami na Zakrzówku, podsumowanie trzech dni w browarem w ręce i panoramą Wawelu w oddali, jest Bosko, niestety pożegnania nastał czas, rzucam się Forrestowi i reszcie w ramiona i ze łami w oczach odjeżdżam....było świetnie!
Poranek dnia następnego, wszechobecny ból głowy i próby przypomnienia sobie dnia wczorajszego który w niezwykłych okolicznościach został przez większość zapomniany...Opuszcza nas kilka osób które nie wytrzymały "tempa" nadanego w naszym 10-osobowym pokoju, dojeżdża Dominik z swoją dziewczyną i ruszamy w okropną, mglistą, deszczową i zimną pogodę w góry!
Poranek
Popas:
Męczeńska ścieżka, błoto zaklejało dosłownie wszystko, roweru nie dało się nawet prowadzić gdyż przednie koło zalepiało się błotem o koronę widelca...ponad godzina noszenia bajka na plecach w błocie po kostki, MASAKRA!
Forrest i jego stygmaty powstałe podczas klęczenia przy poniższej kapliczce
Po drodze dociera do nas towarzysz Dino, docieramy ostatnimi siłami do schroniska, rozpalanie mokrego drewna na ognisko, kiełbaski, wiśniówka, whisky kolejny raz lot w nadświetlną, niektórzy zjadają kiełbaskę w tzw dwie strony...
Na początek chciałbym przeprosić za brak wpisów w ostatnich dniach(tygodniach). Niestety współpracy odmówił licznik, który potem zgubiłem podczas wymiany dętki...na dodatek dość mało czasu na rower i bikestatsowe wpisy wyglądają jak wyglądają...
Start ~~16 z Krakowa do Nowego Targu, tam Pizza i zakupy w sklepie(bułeczki, kabanosiki, benzin). Dojeżdża reszta grupy któa jechała Szwagropolem lub rowerami z Krakowa(Rekinh i Eleteha). Godzina 21 ruszamy na nocny podbój Turbacza!
Już w pociągu rozpoczęła się "degustacja" Nocny wjazd na Turbacz
Po drodze na Turbacz gubimy się z Jasiem i Vegetą credo"Chłopaki, poczekajcie!". Przed dwunastą docieramy pod schronisko, tam zaczyna się właściwa cześć całodniowej operacji: ~~1.5 godziny później:
Zasypiamy jak dzieci, a w głowach szumi nam wizja porannego Aroung The Gorce(cztery szczyty-Kudłoń-Lubań-Gorc-Turbacz-w jeden dzień). Odpływam..
Pierwszy raz byłem w tych rejonach, góry bardzo urokliwe i całkowicie inne od tych, w których byłem do tej pory. Skrzyczne pod względem widoczków mnie "rozwaliło" Podjazdy w 100% do podjechania, wygodne szerokie szutrówki, za to zjazd ze Skrzycznego POEZJA. Ścieżka szeroka na 1 metr trawersująca zbocze, naszpikowana kamieniami i korzeniami i krętymi zakrętami. Potem był plan zjechać na trasę ostatnich zawodów DH, ale większość zadecydowała inaczej i puściliśmy się stromo w dół po szerokiej, acz kamienistej ścieżce.
Dzwony zaliczone, bukłak rozwalony, 2 gumy w jednym kole, rozcięta opona ust, urwany hak, skrzywiona przerzutka, wyrwane dwie szprychy, to bilans wśród towarzyszy wycieczki. U mnie na szczęście bezawaryjnie.
Start z Bilesko-Białej Na Klimczoku Gdzieś... Zaraz Skrzyczne
Do 14-tej w deszczu, potem już tylko kupa błota, pod koniec nawet troszkę widoczków zza chmur. Ekipa dopisała, awarii brak, jedzenie pyszne, rekordowa ilość schronisk po drodze(pięć), kolega prawie zabił się na owczej kupie, wiecej takich wyjazdów :)
Zdjęcia autorstwa Toma Masona.
Zniszczona wieża na Radziejowej
Chwila zdumy... Niezwykle klimatyczne schronisko na Niemcowej Prawie na Obidzy W tle Qrwa Rura Coś tam było widać... Durbaszka
Z Durbaszki do Nowego Targu, kilka premii asfaltowych, na zjazdach strach ze względu na bijące przednie koło, potem do domu przez Błonia. Koniec zlotu. Było super.