Do Tyńca przez Sikornik i Lasek Wolski, tamtędy szlakiem Bursztynowym na Świątniki(końcówka szlaku nieprzejezdna stąd tak wielkie koło), na Błonia i Zabierzów.
Krajobraz wywołał u mnie szok, w sumie pierwszy raz widziałem taką powódź, domy zalane po sam dach, większość ulic nieprzejezdna(stąd taki dystans), jadąć do Tyńca zakładałem z góry lajcik, nie wziąłem pod uwagę że będę musiał jeździć w wodzie prawie po kierownicę i rzucać rower nad 2 metrowym ogrodzeniem...reszta na fotkach.
Wyżej wspomniane ogrodzenie :)
Komentarze (6)
Nie był myty od ~~ 2 tygodni ze względu na panującą pogodę :) A przed Tyńcem był jeszcze w Wolskim.
Yeti, mówiąc "Po sam dach" miałem na myśli po rynnę :) Są takie choćby jadąc wzdłuż Bursztynowej drogi, pod sam koniec przejezdnego fragmentu. Nie wiem jak się te wioski i ulicę nazywają, gdyż słabo znam Kraków, ledwo w ogóle do domu trafiłem takim objazdami musiałem jechać :)
Masakra w Krakowie. Rok temu przed maratonem krakowskim też była powódź ale wtedy to był pryszczy przy tym. W Bielsku za to nie ma tragedii jako takiej, bo wszystko spływa w dół do jednego miejsca, więc większość miasta jest całe.